„Siema!” czyli szaleństwo na punkcie pewnej orkiestry
22/01/2012Z roku na rok dają zaobserwować się dwa trendy: pierwszy polega na zwiększaniu obrotów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, drugi zaś na rosnącej grupie społecznej przeciwników Jerzego Owsiaka i przedsięwzięcia, któremu od lat lideruje. W związku z tym, iż podobnie jak Owsiak sam jestem unikalnym połączeniem jąkały i fundraisera – postanowiłem temu tematowi poświęcić mały felieton.
Tegoroczny opór wobec 20. finału WOŚP przybrał po prawej stronie sceny publicystycznej oraz facebookowej monstrualne wręcz rozmiary. Liczba profili i grup antyowsiakowych, infografik porównujących WOŚP i Caritas, czy wreszcie stężenie tej tematyki w bieżących rozmowac użytkowników social media świadczy o tym najlepiej. Na tym jednak mało – na przykład portal wpolityce.pl w naprędce zorganizowanej akcji o tytule Pospolite Ruszenie Charytatywne wsparł kampanię stowarzyszenia pomagającego osobom chorym na mukowiscydozę – właśnie jako alternatywę dla wspierania Owsiaka i jego orkiestry. Tego jeszcze nie było, dlatego uważam że chwila jest wyjątkowa.
Ową histerię, czy też antyowsiakowe poruszenie oceniam dwojako. Po pierwsze, ma ono wymiar negatywny – jak każda histeria zawiera w sobie element irracjonalności, owczego pędu i wylewania dziecka z kąpielą. Po drugie jednak ma także wymiar pozytywny – dzięki niemu można się zdystansować od paradygmatu pewnej naiwnej dobroczynności i podążyć ku dojrzałemu podejściu do tematu.
Zacznijmy od drugiego aspektu. Odkąd bp Ignacy Krasicki stwierdził, iż „prawdziwa cnota krytyk się nie boi” o prawdziwości tego twierdzenia można było się przekonać wielokrotnie. Dlatego cieszę się z tego, że na fali sprzeciwu wobec Owsiaka, poza argumentami ad personam, dotyczącymi jego ojca-milicjanta, czy tymi bardziej poważnymi, dotyczącymi ideologii, którą prócz dobroczynności promuje, rozpoczęto także dyskusję na temat efektywności działania Fundacji WOŚP w porównaniu np. z Caritas Polska. Co to oznacza? Moim zdaniem, to ruch w kierunku zmiany paradygmatu. Posługując się nomenklaturą giełdową – z paradygmatu „leszcza”, na paradygmat „inwestora”. Ten pierwszy, to w języku inwestorów giełdowych po prostu dawca kapitału, który wierzy w rekomendacje biur maklerskich i deklaracje zarządów składane podczas konferencji prasowych przed emisjami… ten drugi natomiast ma swój rozum i interesują go przede wszystkim wskaźniki. Przekładając to na dobroczynność – tego typu dyskusje przypominają, że jałmużna powinna się spocić w dłoni, zanim trafi do odbiorcy. Dlaczego? Bo jeśli uznamy, iż darowizna, to inwestycja w zmianę świata, musimy być pewni że posłuży właśnie w tym celu! I nie chodzi tu jedynie o to, czy organizacja którą wesprzemy (fundacja, bądź stowarzyszenie) rzeczywiście robi to, co deklaruje – ale i o to, czy robi to skutecznie, profesjonalnie oraz stale! Jednym słowem – jeśli już inwestujemy w zmianę świata, niech nasza inwestycja przyniesie maksymalny zwrot. Jeśli zatem infografiki nt. WOŚP vs. Caritas przysłużą się zwiększeniu zainteresowania Darczyńców tym, co i w jaki sposób wspierane przez nich organizacje robią, a akcja portalu wpolityce.pl stanie się początkiem regularnego zaangażowania w dobroczynność – będziemy mogli być zadowoleni! Będziemy mieli więcej odpowiedzialnych i wymagających Darczyńców.
Jest jednak i ponury efekt zjawiska, które omawiamy. Najogólniej rzecz ujmując – chodzi o pewne uogólnienia. O ile bowiem dobrze jest, gdy Darczyńca czuje się inwestorem, który powinien zadbać o dobre wykorzystanie swoich środków, o tyle sprowadzanie krytyki do wytykania WOŚP, że prowadzenie jej działań kosztuje… jest niepoważne. Wróćmy do analogii z rynkiem finansowym. Dla każdego inwestora jest oczywiste, że o jakiejkolwiek rentowności możemy mówić tylko wówczas, gdy podejmiemy inwestycję, czyli wydamy pieniądze. Nie inaczej jest w przypadku organizacji pozarządowych, ale te osiągają znacznie wyższe poziomy rentowności, niż podmioty biznesowe. Dlaczego? Lewarują je wolontariusze, czyli ci, którzy produkują dobra, nie wymagając rynkowych nakładów. W firmach wolontariuszy nie ma, dlatego osiągają jeśli osiągają rentowności w okolicach 10% rok do roku, podczas gdy pierwsza lepsza fundacja z każdej złotówki bez wysiłku robi efekt, który na rynku kosztowałby 10 zł i więcej!
Zwracam uwagę na słowo „rynkowych”, gdyż wolontariusze nakładów w ogólności oczywiście wymagają! Każdy, kto choć lekko zetknął się z jakąkolwiek działalnością społeczną, albo ma wyobraźnię, wie że wolontariusza należy przeszkolić, wyposażyć i gdzieś umieścić… Wolontariusz nie generuje takich kosztów, jak pracownik, ale by generował efekty analogiczne do pracownika, też trzeba w niego zainwestować!
Na tym jednak nie koniec kosztów. Warto zdać sobie sprawę, że wolontariat jest swego rodzaju luksusem, na który nie wszyscy mogą sobie pozwolić. Dlaczego? Przecież wolontariusz, a więc człowiek który za pracę nie pobiera wynagrodzenia, musi z czegoś żyć. Są dwie możliwości – albo ktoś pokrywa koszty jego utrzymania, albo dysponuje dochodami, których uzyskiwanie nie koliduje z wolontariatem, czyli jest rentierem, bądź pracuje zarobkowo. W Polsce wolontariuszami najczęściej są osoby młode – licealiści i studenci, a więc ci, których utrzymują rodzice. Siłą rzeczy, w pewnym momencie wolontatiat w pełnym wymiarze zmuszeni są porzucić, po to by przeżyć. Innymi słowy – w Polsce niemożliwe jest zbudowanie profesjonalnej, skutecznej organizacji pozarządowej w oparciu o wolontariat. Można się zastanawiać, czy wówczas gdy byłoby to możliwe, byłoby to dobre. Intuicja i doświadczenie w pracy z organizacjami podpowiadają mi, że brak osób zawodowo zajmujących się pracą w III sektorze spowodowałby destabilizację tegoż sektora. Dobra wola i szlachetność rzadko są na tyle silne, by trwały niezmiennie lata… a organizacja, by działać skutecznie – musi być stabilna!
Jeśli zatem wylewamy dziecko z kąpielą, krytykując Owsiaka i jego drużynę, to robimy to wówczas, gdy dziwimy się że gwiazdy występujące na koncertach WOŚP pobierają wynagrodzenie, wolontariusze oczekują wdzięczności, a biuro Fundacji składa się z etatowych pracowników. Być może wielu zaskoczę – ale pod tym względem niestety wiele konserwatywnych i katolickich organizacji od Owsiaka powinno się uczyć. Gdy odrobią pracę domową, zmniejszy się wskaźnik rotacji pracowników, zwiększy ich zadowolenie, a na końcu – zjawią się nowi Darczyńcy.
Konkludując – życzę Państwu w Nowym Roku z jednej strony uświadomienia sobie swojej wielkiej roli jako Darczyńców w kształtowaniu tego, jak będą działać polskie organizacje pozarządowe, z drugiej zaś uświadomienia, że misja kończy się tam, gdzie kończą się pieniądze! Przejęło to Państwa? Zachęcam do kontaktu z prowadzoną przez nas od niedawna Dobroczynną Poradnią!
Maciej Gnyszka
