O jednym procencie w “Gazecie Finansowej”
27/01/2012W najnowszym numerze “Gazety Finansowej” znalazł‚ się felieton Macieja Gnyszki, pt. “Zły sposób na dobroczynność”. Poniżej zamieszczamy jego fragment. Po resztę prosimy udać się do Empiku :-)
Zagregowany bilans wprowadzenia możliwości przekazania 1% swojego podatku dochodowego na organizacje pozarządowe jest bardzo prosty. Podatnicy z roku na rok chętniej wspierają organizacje pożytku publicznego. To jednak nie jest pełen obraz. Pora, by ktoś wreszcie go dopełnił, zanim rząd wprowadzi kolejne innowacje w postaci 1% na instytucje kulturalne i religijne.
1% jako taki oceniam po prostu jako zjawisko negatywne. Powód jest prosty. Jest to zły sposób na dobroczynność – nie tworzy więzi między wspieranymi organizacjami a wspierającym, tworzy złudne wrażenie (podobne do tego, jakie tworzy WOŚP), że dobroczynność, to jednorazowy akt w ciągu roku, ale przede wszystkim… jest to schemat nieefektywny ekonomicznie. Pomijam fakt oczywisty dla każdego, kto miał przyjemność pracować dla organizacji pozarządowych, tj. wysokie koszty księgowe obsługi podmiotu będącego Organizacją Pożytku Publicznego (w skrócie OPP – tylko takie mogą przyjmować 1% podatku). Najważniejsze są koszty strukturalne – czyli koszt urzędników potrzebnych do obsługi tak prostego procesu, jakim jest przekazanie darowizny! Gdyby ustawodawcy chodziło o efektywność, po prostu zmniejszyłby obciążenia fiskalne, które dźwigają obywatele, zwiększyłby możliwości odliczania darowizn od podstawy opodatkowania, pozostawiając organizacjom społecznym walkę o ich hojność, ew. sam finansując kampanie społeczne. Zbytni idealizm? Chyba nie. Jeśli wziąć pod uwagę dane statystyczne… okaże się, że podczas, gdy kwota przekazywana w ramach 1% systematycznie rośnie, suma darowizn przekazywanych bezpośrednio – systematycznie spada.
Nie byłoby w tym wiele złego, gdyby ogólna suma przekazywanych środków dynamicznie rosła. Niestety nie rośnie ona, tylko spada. Innymi słowy – ogólna skłonność do filantropii maleje, drodzy Państwo. Powodów upatrywałbym właśnie w coraz większej popularności 1%, który nie wymaga osobistego zaangażowania w fundację, którą się wspiera i który sprowadza bardzo delikatną rzecz, jaką jest dobroczynność – do czynności quasi urzędniczej.
Dlaczego uważam, że to niedobrze? Od lat twierdzę na podstawie doświadczeń we współpracy z różnymi fundacjami (od charytatywnych, po think tanki), że proces budowy społeczeństwa obywatelskiego przebiega w pewnym cyklu. Otóż, cykl zaangażowania teoretycznego Darczyńcy przebiega następująco: deklaracja darowizny / zwiększenie zaangażowania finansowego / zaangażowanie osobiste w fundraising organizacji / bezpośrednia współpraca z organizacją. To właśnie wtedy – gdy ludzie zaczynają ze sobą współpracować i widzą, że mogą wspólnie zmieniać świat – rodzi się to, za czym tak tęsknią publicyści od prawa do lewa – kapitał społeczny i społeczeństwo obywatelskie. Niektórzy z Darczyńców, z którymi współpracujemy przebyli cały ów cykl w ciągu jednego roku, albo i krócej. Jak wygląda cykl zaangażowania podatnika przekazującego 1%? Nie muszę go opisywać, bo znają go pewnie Państwo z własnego przykładu.
