connect-20333_1920

Fundraiser bez misji jest jak żołnierz bez karabinu

Dorota i Karol Walasowie to wspaniali ludzie – szczerzy, uśmiechnięci, pracowici, a swoim pozytywnym nastawieniem są w stanie

Dorota i Karol Walasowie to wspaniali ludzie – szczerzy, uśmiechnięci, pracowici, a swoim pozytywnym nastawieniem są w stanie zjednać sobie każdego. Od niedawna pracują w naszej firmie. Ich transfer jest dla nas bardzo ważny, bo to małżeństwo fundraiserów wnosi niezwykle wiele do GFA. W związku z tym postanowiłem porozmawiać z nimi o ich pracy i nie tylko.

 

Jesteście chyba jedynym małżeństwem fundraiserów w Polsce. Nie jest tajemnicą, że wyzwaniem jest dla małżonków sytuacja, kiedy pracują w tym samym zawodzie. Jaki jest Wasz przepis na skuteczne oddzielenie życia rodzinnego i zawodowego?

Dorota: Nie wiem, czy jedynym, ale na pewno jedynym w swoim rodzaju! J Nie połączył nas fundraising, bo poznaliśmy się zanim zaczęliśmy robić fenomenalne rzeczy na wielką skalę, ale fundraising sprawił, że znaleźliśmy sposób na to, żeby razem, mówiąc najzwyczajniej w świecie, zmieniać świat na lepsze. Każdego, dosłownie każdego dnia, mamy przed sobą masę wyzwań, rozmów i spotkań z przeróżnymi ludźmi, zadań, które wymagają od nas trochę kreatywności i trochę szaleństwa… A potem widzimy efekty naszej pracy. Naprawdę człowiek chce rano wstać i pracować. I love my job!

Karol: Praca razem zdecydowanie nie jest łatwa, ale nie zamieniłbym tego na nic innego. Wyobrażam sobie fundraisera, który wraca do domu i buzia mu się nie zamyka. Ciągle i ciągle opowiada przejęty o tym, co dzisiaj go spotkało, co się wydarzyło, o ludziach, z którymi rozmawiał. My przeżywamy to wszystko razem. I cieszę się z tego, że Dorota jest obok mnie w takich chwilach, że może też widzieć to dobro które się dookoła dzieje. Nie chciałbym jej tylko o tym opowiadać. Oczywiście początki były trudne. Musieliśmy poważnie pogadać, jak to mąż z żoną. Ustalić, jak to wszystko ma wyglądać i wyznaczyć granice, których nie przekraczamy. Po pracy nie rozmawiamy o niej – taką staramy się mieć zasadę. Choć w przypadku zmieniania świata na lepsze jest to czasem ogromnie trudne. Jednak ważne jest to, by każdego dnia znaleźć czas tylko i wyłącznie dla siebie. Czasem mniej, czasem więcej, ale musi być. To właśnie dzięki temu potrafimy ze sobą pracować. Małżeństwo jest podstawą, na której wszystko pozostałe jest zbudowane. Mocna podstawa, to solidna budowa.

Dorota Walas

Dorota Walas

Karol Walas

Karol Walas

A jak rozpoczęła się Wasza przygoda z fundraisingiem? Dorota, jak to u Ciebie wyglądało?

D: To długa historia. Ale opisuje ją doskonale jedno słowo: wolontariat. Jakoś zawsze miałam przeczucie, że to jest to, że właśnie to, chcę robić w życiu. Jakbym była na swoim miejscu. Z czasem uczestniczyłam w poważniejszych projektach, sama zaczęłam tworzyć akcje, zbierać wokół nich innych ludzi. Niemożliwie pozytywnie mnie to nakręcało. Zawsze to jednak było coś „dodatkowego”. W tym czasie pracowałam w fascynujących miejscach: w księgarni, call-center, antykwariacie, sklepie dla dzieci, u komornika (!). I właśnie gdy moja kariera komornicza zawrotnie szła do przodu, dostałam propozycję pracy w Fundacji, w której wcześniej także byłam wolontariuszką. Pracy jako fundraiser. I tak zaczęła się cała przygoda.

A jak było u Karola?

Powiem tak, to zależy, co przyjmiemy za kryterium. Wydaje mi się, że fundraiserem zacząłem być już w szóstej klasie podstawówki. Serio. Już wtedy uwielbiałem przemawiać publicznie. Mówić o swoich pomysłach, rozwiązaniach. Widziałem jak ludzie dzięki temu się w coś angażują. Robili to, bo już wtedy wiedziałem, jak ich o to poprosić. Jeśli chodzi o sam fundraising, to moje dochodzenie do tego, wyglądało bardzo podobnie jak u Doroty. Zapuściłem korzenie w wolontariacie, a to wydało owoc w Fundacji, gdzie mogłem już oficjalnie nazwać się fundraiserem.

Czy są różnice w Waszym sposobie pracy? Czy pracujecie w różnym stylu?

D: Mam wrażenie, że doskonale się uzupełniamy. To, co dla mnie jest trudne, Karolowi przychodzi z łatwością. Zaś to, co dla niego jest problemem, ja robię od ręki. Ktoś na górze wiedział, jak nas dobrać.

K: Każde z nas odnajduje się w trochę innej „działce” fundraisingu. To przez nasze charaktery i to, jacy jesteśmy. Ale razem stanowimy naprawdę niezłą całość.

Co Waszym zdaniem zawód fundraisera może zapewnić młodym ludziom? Dlaczego warto wiązać z nim przyszłość?

K: Mam wrażenie, że to zawód, który z każdym rokiem zyskuje na popularności. W Polsce jest z kolei niezwykle mało specjalistów w tym zakresie, a zapotrzebowanie będzie rosło. Fundraiserów będą szukały nie tylko organizacje pozarządowe, ale i szkoły, szpitale, instytucje kulturalne. To świetna szansa na znalezienie pracy, która nie tylko pozwala się utrzymać, ale daje znacznie, znacznie więcej. Daje poczucie robienia ważnych i potrzebnych rzeczy.

D: W dzisiejszych czasach coraz częściej decydujemy się na pracę, której nie znosimy, ale którą z przeróżnych powodów musimy mieć. I tak wiele osób każdego dnia wstaje z myślą „byle do piątku” (gorzej jak jeszcze pracują w weekendy). Fundraising to zupełnie inna praca. Są trudne chwile, nie zawsze wszystko idzie gładko, ale cel, który przed nami stoi zmienia całą perspektywę. Móc potem powiedzieć swoim dzieciom: „Kochani! Wasza Mamusia zmieniła naprawdę kawał świata”, to absolutnie bezcenne.

Macie jakieś rady dla poczatkujących fundraiserów?

D: Najważniejszym atrybutem Fundraisera jest misja. Jeśli straci się ją sprzed oczu i przestanie wierzyć, że to co się robi, ma sens, to pełna klapa. Misja jest tym, co pomaga w najtrudniejszych momentach i tym, co napędza w tych najlepszych. Zatem, Drodzy Początkujący Fundraiserzy, nigdy nie pozwólcie na to, żeby zgasł w Was ten ogień. A jeśli zgaśnie, to koniecznie poszukajcie innego miejsca, w którym zapłonie. Fundraiser bez misji jest jak żołnierz bez karabinu.

K: Początkujący Fundraiserze, nie słuchaj nikogo. Nie słuchaj ludzi, którzy będą Ci mówić, że coś jest niemożliwe. Nie słuchaj nikogo w Twojej organizacji, kto będzie Ci wmawiać, że źle postępujesz. Nie słuchaj też siebie, bo wątpliwości i gorsze dni będą wracać jak mantra. Pozbądź się odrobiny logiki, to Ci pomoże. W końcu nie każdy może poprosić o 5, 10, 50 czy 100 tysięcy. Tylko szaleni mogą to zrobić.

Super, dziękuję za wywiad.

Rozmawiał Mateusz Paweł Matlak

Comments

comments

Twój komentarz