Fist

Krok 2. Gdy już wiesz dlaczego

Żadne drzewo nie mogłoby wyrosnąć, gdyby nie miało korzenia. Żaden dom nie mógłby wytrzymać nawałnicy, gdyby nie zbudowano

Żadne drzewo nie mogłoby wyrosnąć, gdyby nie miało korzenia. Żaden dom nie mógłby wytrzymać nawałnicy, gdyby nie zbudowano go na solidnym fundamencie. Podobnie z organizacjami. Żadna z nich długo nie podziała i nie będzie zarażać swoją misją innych, dopóki nie ma w niej świadomości i przesiąknięcia sprawą, którą się zajmuje do głębi. Bez tego ani rusz. Ale o co dokładnie chodzi?

Być jak gąbka

fot. źródło: ipn.gov.pl

fot. źródło: ipn.gov.pl

Gdy w organizacji jest już zbudowane poczucie misji, to o wiele łatwiej się wszystkim pracuje. Każdy ma samonapędzającą się motywację do działania, bo wie dlaczego rano wstaje z łóżka i pędzi rano do siedziby fundacji lub stowarzyszenia. Ludzie nie pracują już wtedy dla pieniędzy, pracują bo kochają to co robią. Nie da się być dobrym fundraiserem, jeśli nie przesiąknie się do cna sprawą, dla której chce się zbierać pieniądze. Trzeba poznać z bliska podopiecznych. Wiedzieć jak się nazywają, jakie są ich historie, dlaczego znajdują się obecnie w tak trudnej sytuacji, dlaczego potrzebują pomocy. Jan Paweł II nie byłby wiarygodny, mówiąc o biednych, jeśli sam nie dotknąłby tej biedy z bliska np. w Kalkucie. Nie mógłby mówić z wielkim zapałem o godności ludzkiej, jeśli nie byłby obecny pośród robotników w Nowej Hucie. Jeśli chcesz być wiarygodny, mówiąc o jakiejś sprawie, to musisz dotknąć jej z bliska. Być jak gąbka, która dopiero, gdy nasiąknie wodą, może usuwać brud.

Best Story

fot. źródło: keepingithuman.com

fot. źródło: keepingithuman.com

Ludzie od wieków przekazują sobie różne historie z pokolenia na pokolenie. To właśnie opowiadania inspirowały ludzi do działania, dawały dobry przykład, sprawiały, że spotkania i rozmowy stawały się jeszcze ciekawsze. Jednym z najlepszych sposobów na przekonanie ludzi do jakiejś sprawy jest właśnie opowiedzenie konkretnej historii, która przydarzyła Ci się w trakcie działania Twojej organizacji. Może to być historia Darczyńcy, która sprawi, że zachęcisz innych do pomocy. Tak było np. w jednej z prowadzonych przeze mnie akcji. Nie mieliśmy jeszcze wdrożonego systemu płatności online ułatwiającego szybkie przekazywanie darowizny z zagranicy do Polski. Pewnego dnia otrzymałem mail z Kanady z wiadomością mniej więcej takiej treści:

„Panie Michale, nie uwierzy Pan co dzisiaj się stało. Ja i mój brat Grzegorz natknęliśmy się na Państwa akcję w internecie i postanowiliśmy przekazać młodzieży nasze wsparcie. Poszedłem do banku i okazało się, że są jakieś trudności formalne z przekazaniem Wam pomocy. Musiałem przestać prawie godzinę w banku, żeby przelać pieniądze, jednak w końcu się udało. Po wielu trudach dostałem informację, że wreszcie się udało. Co za dzień!”

Posłużyłem się tą historią parokrotnie podczas wielu spotkań z Darczyńcami w Polsce. Za każdym razem kiedy im opowiadałem o tym, robiło im się głupio. Myśleli sobie – to ja praktycznie kilkoma kliknięciami, w kilka minut mogę przekazać darowiznę, a oni – Polacy, gdzieś tam w dalekiej Kanadzie poświęcają godzinę w ciągu dnia po to, aby przekazać swoje ciężko zarobione pieniądze z dala od domu. Nie. Nie będę gorszy i ja również im pomogę.

Warto posługiwać się takimi konkretnym przykładami nie tylko dotyczącymi innych Dobroczyńców. Warto przytaczać także albo przede wszystkim historie tych, do których pomoc trafia. Wspomnę tu chociażby na historię pewnej uczennicy z liceum, z którym współpracowaliśmy. Lubiłem przytaczać przykład jej życia – dziewczyny o ogromnym potencjale intelektualnym, która przyjechała do Polski – do kraju jej przodków z dalekiej Armenii. O tym jak pięknie rozwijała swoje skrzydła ucząc się w tej szkole. Dzięki swojemu trudowi wykorzystywała po prostu szansę jaką dają jej Przyjaciele tej szkoły. Była najlepszą uczennicą, miała najwyższą średnią w szkole i otrzymała nawet stypendium Prezesa Rady Ministrów. Gdy kończyła już szkołę postanowiła zmienić swoje dotychczasowe nazwisko z armeńskobrzmiącego na dawne, polskie nazwisko jej przodków. Ta historia naprawdę chwytała za serce.

Ile potrzeba i na co idą pieniądze?

Warto podkreślać także podczas spotkań, ale i nie tylko, bo również np. na stronie internetowej akcji, fundacji – ile zostało do końca zbiórki. Nie zapomnę tu historii pewnego warszawskiego kościoła, który znajdował się nieopodal mojego miejsca zamieszkania w czasie studiów. Tak się składa, że miałem okazję poznać proboszcza tej parafii. Podczas wielu rozmów z nim, gdy pytałem go o problemy z jakimi boryka się obecnie parafia, mówił zawsze ze smutkiem w głosie, że brakuje im środków na normalne funkcjonowanie kościoła. Dziwiło mnie to, gdyż kościół znajdował się praktycznie w samym sercu „warszawskiego Manhattanu”.

Co się okazało. Problemem było komunikowanie wiernym problemów. Lampka zapaliła mi się już podczas relacji proboszcza z wizyty pewnego biskupa z Witebska, który odwiedził tą parafię. Przyjechał on nie tylko głosić Słowo, ale i zbierać na swój kościół, który również nie domagał na Białorusi. I co się okazało?! W jedną niedzielę zebrał taką sumę pieniędzy jaką parafia zbierała w czasie kilku niedziel. Jak to się stało?! Jak to możliwe, że przyjeżdża białoruski biskup i zbiera tyle pieniędzy od parafian, którzy do tej pory uchodzili za niezbyt hojnych. Okazało się, że miał on w sobie na tyle charyzmy, potrafił tak porywająco opowiadać o tym co robią na Białorusi, że ludzi chwytało to za serce.

Ta warszawska parafia z czasem stanęła przed problemem zbiórki na nowe organy. Proboszcz głowił się zapewne w jaki sposób uda się zebrać sumę 40.000 zł, jeśli mają problem ze zbiórką na normalne funkcjonowanie kościoła. Jednak tym razem ta akcja się udała! Dlaczego? Otóż proboszcz robił jedną, bardzo ważną rzecz z punktu widzenia fundraisingu. Regularnie, co niedzielę informował swoich parafian o aktualnym stanie ich wspólnej zbiórki. Co tydzień wierni wiedzieli ile jeszcze potrzeba do zakończenia zbiórki na nowy, potężny instrument. Otóż nie tylko ważne jest wytrwałe informowanie, ale także jasny przekaz i uzasadnienie na co te pieniądze idą.

Wizja końca

fot. źródło: dziennikzwiazkowy.com

fot. źródło: dziennikzwiazkowy.com

Żaden z kompanów Kolumba zapewne nie popłynąłby z nim w rejs ku odkryciu drogi morskiej do Indii, gdyby nie była im jasno zakomunikowana wizja końca ich wyprawy. Wiedzieli jaki jest ich cel i to on był dla nich największym pokrzepieniem w chwilach morderczego rejsu. Podobnie i ludzie, którzy mogą stać się naszymi Darczyńcami, zanim nas wesprą chcą znać cel, do którego zmierzamy. Jaka ma być przyszłość tego dzieła, co to zmieni, jak to będzie wyglądać, czy jest sens temu pomagać. Ludzie lubią przytulać się do sukcesów, a jeśli pokażemy im, że nasza akcja ma dużą szansę powodzenia w przyszłości, to tym chętniej będą nas wspierać. Pamiętajmy o jasno zdefiniowanym celu, jaki ma przyświecać naszej kampanii. Nie tylko podczas akcji fundraisingowej :)

Podziel się tym wpisem dalej :) Może on też pomoże komuś osiągnąć cel!

Michał Osiej

Tekst ukazał się na blogu autora.

Comments

comments

Twój komentarz