book-791652_1920

Rzecz o zawracaniu głowy

Piszę ten tekst z wielką satysfakcją. Satysfakcja bierze się z tego, że będę mógł go odsyłać osobom, które

Piszę ten tekst z wielką satysfakcją. Satysfakcja bierze się z tego, że będę mógł go odsyłać osobom, które robią pewną bardzo ważną rzecz źle. I nie jest to bynajmniej złośliwość. Wierzę, że to w jaki sposób zostanie przedstawiony problem, pomoże im w przyszłości. A co takiego robią źle? Otóż przynajmniej kilka razy w tygodniu trafiają do mnie wiadomości w stylu:

„Szanowni Państwo, bardzo prosimy o pomoc w promocji naszego bardzo ważnego wydarzenia xyz, które ma ca celu xyz i odbędzie się xyx.”

Inni grzecznie dodają, że proszą o wrzucenie na Facebooka, napomknięcie w newsletterze czy poinformowanie swoich znajomych. Jeszcze inni proszą tylko o pomoc w wydarzeniu lub długi na 1000 słów mail, z którego nic nie wynika, i którego w ogóle nie mam czasu czytać.

Wtedy pojawia się w mojej głowie bardzo ważne pytanie:

„A co mnie to obchodzi?” – I grzecznie odmawiam lub proszę o doprecyzowanie prośby, by najczęściej również grzecznie odmówić.

Nie, nie jestem niekulturalny. To niekulturalne jest proszenie nieznajomego lub kogoś, z kim się nie ma zażyłej relacji o wykorzystywanie jego kanałów do swoich celów.

Zarówno firmy, jak i organizacje mają mniej lub bardziej określone ramy komunikacji z ich fanami, subskrybentami, followersami. Mają przetarte ścieżki, i swoją własną przestrzeń. A przede wszystkim trafiają do ludzi, którzy wcześniej się na to zgodzili. To oznacza, że ci ludzie chcą wiedzieć do w firmie/organizacji słychać, co robią, co mają dla nich itp. Nie interesuje ich koncert zespołów regionalnych, konferencja o rodzicielstwie, zbiórka materiałów szkolnych. Nawet jeżeli częściowo wiadomość trafi do odbiorców strony, to będzie to niezręcznością. Wszak nie wchodzi się do restauracji by słuchać ulicznego grajka, który wszedł z ulicy żeby grać na harmoszce i śpiewać „Zagraj mi czarny Cyganie”. To w odniesieniu do ludzi będących w kontakcie z daną firmą, organizacją. Z perspektywy samej firmy, organizacji wygląda to tak: Nagle zjawia się ktoś, kto chce ni stąd ni zowąd wykorzystać naszą własną sferę. To tak jakby zapytać „Czy mogę napisać na murze Pana posesji sprejem ogłoszenie” lub zapukać do dowolnego mieszkania mówiąc „Witam, chciałbym przenocować u pana bo nie byłem rozgarnięty i nie zabukowałem sobie noclegu. Władek jestem.” A wyobrażasz sobie obcą osobą proszącą by zabrać ją na imprezę do Twoich znajomych aby mogła mówić o sobie? Tak to wygląda.

Co zatem robić gdy ktoś przygotowuje akcję, zbiórkę, wydarzenie i nie wie jak go promować? Albo myśli, że wie. Tak naprawę „Internety” są pełne wiedzy z podstawowego zakresu komunikacji. Wystarczy poczytać wpisy na naszej stronie, odwiedzić blog Michała Osieja, zgłębić treści na stronie LepszeNGO, poczytać Pijaru Koksa. To oczywiście wiedza w bardzo podstawowym zakresie, ale jednak. Jeżeli  natomiast akcja jest „grubsza”, co oznacza, że jej ranga, koszt, możliwości zdziałania szeroko pojętego dobra są wyższe niż kilkanaście tysięcy złotych, wtedy należy zapytać się profesjonalisty, który ma z PRem do czynienia na co dzień. Tak, trzeba za to zapłacić. I bardzo nie rozumiem ludzi, którym żal np. 4 000 złotych na profesjonalną pomoc konsultanta, podczas gdy ich cel wynosi 50 000 złotych. To nieracjonalne skąpstwo. Wszak wiedza pozostanie. Cel zostanie osiągnięty z większym prawdopodobieństwem. Kompetencje zostaną podniesione, a czas nie będzie marnowany na bezowocne zawracanie innym głowy.

Profesjonalizm to traktowanie innych w swojej pracy tak, jak samemu chciałoby się być traktowanym. Dlatego zanim ktoś zacznie spamować cudze skrzynki, zawracać głowę, niech zastosuje złotą zasadę Macieja Gnyszki – PSWIS, czyli Postaw się w Ich Sytuacji.

33Mateusz Paweł Matlak

Pomagam ludziom zdobywać pieniądze na szczytne cele, w GFA zajmuje się obsługą klientów

Comments

comments

Twój komentarz