seba zmn2

Ważne by nie traktować Darczyńców jak bankomaty

Podczas ostatniego pobytu w Warszawie postanowiłem porozmawiać z Sebastianem – naszym fundraiserem. Często opowiadacie, że trudno Wam wyobrazić

Podczas ostatniego pobytu w Warszawie postanowiłem porozmawiać z Sebastianem – naszym fundraiserem. Często opowiadacie, że trudno Wam wyobrazić sobie jak wygląda praca specjalisty ds. relacji z Darczyńcami. Tak więc Sebastian jest idealnym kandydatem do rozmowy. Na co dzień Sebastian pracuje jako fundraiser, koordynator projektu www.WitajcieWdomu.PL wspierającego Liceum Polonijne Kolegium św. Stanisława Kostki w Warszawie. Jest absolwentem Instytutu Politologii jezuickiej Akademii Ignatianum oraz Wydziału Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pełni również obowiązki Prezesa Honorowego oddziału w Krakowie stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej. Tak więc sprawdźcie co nasz fundraiser ma do powiedzenia:

Sebastian, jesteś z nami od 15 miesięcy. Ile pieniędzy zebrałeś przez ten czas?

Pracę, którą na co dzień wykonuję nie da się przeliczyć na pieniądze. Oczywiście są pewne szacunkowe liczby wsparcia danych podmiotów jednak nie są one miarodajne. Na moje działania składają się nie tylko darowizny, ale także rozwój sieci społecznościowych, umówione ważne spotkania, wsparcie materiałowe. A przede wszystkim uśmiechy rozwiązanych problemów.

Sztandarowy projekt, który na co dzień koordynuję przekroczył pół miliona rocznego wsparcia Darczyńców. Miesięczne wsparcie wzrosło dwukrotnie, zwiększyliście listę Dobrodziejów Fundacji z 600 do 2000 osób. Co najważniejsze, nie tracimy oddechu, a przed nami nowe wyzwania. Jesteśmy dobrej myśli.

Mamy różne określenia pracy fundraisera: żebrak w garniturze, specjalista od obsługi Darczyńców, ambasador. Jak Ty określasz swoją pracę, masz własną definicję tego zawodu?

Rzeczywiście jest pewien problem ze zrozumiałym tłumaczeniem tego zwrotu z języka angielskiego. Najczęściej mówię, że pomagam na co dzień organizacjom pozarządowym w rozwoju również prowadząc szkolenia im dedykowane. Po drugie, zdecydowanie bliżej mi do lobbysty (śmiech) niż żebraka. Do idei się przekonuje, a nie żebrze robiąc maślane oczy. Pomagam fundacjom względem których jestem w 100% przekonany.

A gdy Twoi znajomi pytają się co robisz w pracy, to odpowiadasz…

Spotykam się z ważnymi ludźmi, odpowiadam na maile, co jakiś czas wysyłam pocztę i siedzę na facebooku. Moje działania mają przynieść dobre relacje i zysk dla organizacji.

Co Twoim zdaniem jest najważniejsze w pracy fundraisera?

Identyfikowanie z tym co się robi. Ale to ważne w przypadku każdej wykonywanej pracy. Gdy to co robisz sprawa radość, masz z tego satysfakcję i nie chodzisz do pracy na siłę.

Świetnie powiedziane. Dla wielu fundraising jawi się jako kosmos. Powiedz jak wygląda Twój „typowy dzień w pracy”.

To w większości czasu praca w biurze. Oczywiście należy odróżnić nas od fundraiserów, którzy pracują na rzecz WHO czy Greenpeace i zbierają pieniądze na ulicy. W moim przypadku to połączenie pracy koncepcyjnej, koordynowania zadań i pracy wolontariuszy, organizowanie spotkań z potencjalnymi Darczyńcami, ale również firmami, czasami politykami. Ponadto działam w Internecie prowadząc fanpage na facebooku, twitterze, prowadzę stronę internetową akcji.

A kim są dla Ciebie Darczyńcy, z którymi współpracujesz?

Dzięki mojej pracy miałem okazję poznać wielu wspaniałych ludzi. Od Pana Józefa który jeździ trzydziestoletnim, zadbanym „maluszkiem” równocześnie przekazując co pół roku dużą darowiznę na rzecz młodzieży ze Wschodu, aż po Parę Prezydencką. Ważne by nie traktować Darczyńców jak bankomaty – ludzie mają duże pokłady empatii, lubią pomagać a czasami potrzeba im jedynie zobrazować potrzeby. Uważam filantropię za najpiękniejszą z postaw i sam staram się pomagać w miarę swoich możliwości projektom, z którymi nie jestem związany, a doceniam ich ideowość.

Co chciałbyś powiedzieć, doradzić ludziom zastanawiającym się nad tym zawodem lub rozpoczynającym w nim pracę?

Jeśli ktokolwiek traktuje zostanie fundraiserem jako zawód „od do” nie powinien się tego podejmować. Mamy w biurze GFA „6 Zasad Zapieprzu” i jedna z nich mówi, że gdy ciśnienie wzrasta, warto czasem przyjść wcześniej by wyjść później. Tak jest chociażby podczas gorących kampanii zbiórkowych. Żona staje się wyrozumiała tylko wtedy gdy widzi, że „żyjesz tym co robisz”.

Jakie perspektywy rysują się przed fundraiserami?

Przede wszystkim muszą wreszcie znaleźć polski odpowiednik tego słowa. (śmiech) Niektórzy już ulegają amerykańskim trendom i mówią o sobie jako o menadżerach do spraw rozwoju organizacji pozarządowych. Perspektywa rozwija się równolegle z samym sektorem NGOsów – z roku na rok stają się coraz bardziej profesjonalni. Cieszę się, że nasza firma jako jedyni praktycy na rynku mają w tym swój duży udział.

Sebastian, świetnie się rozmawia, ale czas nas goni – tylu ludzi może poprzez swoje darowizny zmieniać świat.

Racja, zabieramy się do pracy.

Rozmawiał Mateusz Paweł Matlak

Comments

comments

Twój komentarz